piątek, 2 sierpnia 2013

Szykujcie pośladeczki,bo dziś dwie wielkie strzykaweczki pełne optymizmu

 Szykujcie pośladeczki,bo dziś dwie wielkie strzykaweczki pełne optymizmu

Witajcie moje słoneczka,
Dziś zgodnie z obietnicą mam dla was 2 duże zastrzyki optymizmu,
Postanowiłam na chwilę przerwać opis co było i jak było, gdy zdiagnozowano u mnie chorobę.Wyprzedzając trochę fakty napiszę co jest dziś.

Pierwszy zastrzyk optymizmu
Dziś już wiem, że z rakiem naprawdę można wygrać, choć trochę się przy tym trzeba napracować.
Moi mili jeśli zdarzyło wam się zachorować to szczerze sobie odpowiedzcie na pytanie, ile czasu ale przede wszystkim nerw zajęło wam oczekiwanie pod gabinetami lekarskimi czy diagnozowanie i inne zabiegi.
Choroba już zaistniała, więc nie ma wyjścia ale nauczeni doświadczeniem poświęćcie teraz ten czas na doprowadzenie organizmu do harmonii.Oczekiwanie na kolejne wyniki badań,bez aktywnego działania znów wciągną was w kołowrotek biegania po przychodniach i szpitalach.Zażywanie coraz większej ilości leków i innych sztucznych specyfików leczących jedno a szkodzących innym obszarom waszego organizmu mija się z celem. Nie odwodzę was w  żadnym wypadku od leczenia konwencjonalnego. Myślę jednak, że zamiast oczekiwać na cud wyleczenia,choć przecież i takie się zdarzają, warto pomóc organizmowi, żeby we współpracy z wami mógł powrócić do pełni zdrowia i szczęścia. 
To naprawdę jest możliwe.
Czas na rozmyślania,co ze mną będzie spożytkujcie na aktywne działanie przywracające organizmowi radość życia i pełnię zdrowia. Ponadto,  nie wiem jak wy ale ja po zakończeniu leczenia konwencjonalnego poczułam niesamowitą pustkę.
To jak to nikt już nie będzie zabiegał, abym znów nie zachorowała?
Mam nic nie robić i czekać na kolejne badania kontrolne?
Jaką mam gwarancję, że będą dobre?
Nie,nie,nie.
Muszę coś zrobić, by uprawdopodobnić to, że po kolejnych badaniach wrócę na skrzydłach radości zmotywowana do czerpania z życia pełną piersią..
No to mili Państwo, dosyć gadania, długopisiki w rękę.

VADEMECUM UZDRAWIANIA Z RAKA-Danuty Rolińskiej
Autobiograficzny poradnik jak skutecznie pozbyć się choroby nowotworowej

Od tego zaczęłam i to stało się moim elementarzem w procesie uzdrawiania,
zastrzykiem energii potrzebnym do działania i wielką nadzieją, że znów warto robić plany na przyszłość i to bardzo odległą przyszłość.
Poradnik w bardzo przystępny sposób opisuje wiele metod uzdrawiania z raka.Autorka wręcz daje gotowe recepty i nawet pokazuje jak można zaplanować dzień, aby osoby zapracowane i posiadające rodziny pogodziły uzdrawianie z normalnym życiem.Do tego książka nasycona jest wielką dawką optymizmu i potrafi zmotywować do pracy nad sobą.
Przeczytałam ją kilka razy. Najpierw jednym tchem a potem już na spokojnie, wdrażając w życie poszczególne metody.
Autorka mająca bardzo złe rokowania pokonała raka i własną pracą i opisanymi w książce metodami zlikwidowała przerzut.
Nie napiszę wam wszystkiego, bo przestaniecie mnie czytać ale powiem jedno, to działa!!!
Zastosowałam jedną z metod, która zdusiła w zalążku nieprawidłowości, jakie powstały w moim organizmie już po zakończeniu leczenia konwencjonalnego ale o tym w innym wpisie.
Dla chętnych podaję jeszcze linka do bloga autorki.
http://anty-rak-porady.blogspot.com/
Jeszcze malutki wpis dla pesymistów.
No wiem.
bla,bla,bla-każdy dużo pisze a ja i tak jestem chory. No to słoneczko.Długopisik w ręku już masz, teraz weź karteczkę.Podziel ją na 2 części po jednej stronie kolejno numerując opisz wszystkie metody,oprócz konwencjonalnych, którymi wspierałeś swój organizm.Po prawej natomiast wpisz ile dni, tygodni, miesięcy tę metodę stosowałeś..........no tak myślałam,uszy do góry i do roboty.
Jeśli będą to zioła to wiadomo co najmniej 3 miesiące, tak samo jak dieta. Inaczej szkoda trudu.
Kochani, nie oszukujmy samych siebie,rękawy w górę i do roboty. Buciki na nogi i spacerek po książkę.W kolejnych wpisach będę wam podawać jeszcze inne lektury ale tę traktuję jak elementarz.
Dobrze, dzwonek na przerwę i dalej...

Drugi zastrzyk optymizmu
Spójrzcie przez okno świeci słoneczko i będzie dla was świecić jeszcze przez wiele,wiele lat.
Ja skończyłam leczenie konwencjonalne i przez cały czas wspieram organizm w powracaniu do równowagi.
Za 3 tygodnie zmykam nad morze i nie wrócę,aż nie dostanę odcisków od chodzenia po piasku a z mojej skóry nie zacznie odpadać sól morska.Mam nadzieję, że będziecie tęsknić.
Jak toczy się moje życie po zakończeniu leczenia?
Doskonale.Żyję jak normalny zdrowy człowiek, tylko dużo zdrowiej i teraz bardziej słucham swojego organizmu jak czuła matka dzieciątka.Zakupiłam sobie na wyjazd szałowe ciuszki,w których wyglądam fajowo,bo nowy styl życia wpłynął też dodatnio na moją sylwetkę.
Mam nową fajną fryzurę i w tajemnicy powiem wam, że za fryzjera(chemioterapeutyka) nie zapłaciłam nic, mimo to nie polecam hi,hi.
No to na dziś wystarczy. Pracę domową wam już zadałam, więc zbierajcie tornisterki i do następnego razu. Napiszcie mi moi mili, czy wy mnie w ogóle czytacie, bo czasami nie wiem,czy nie lepiej pobiegać po trawce niż was przynudzać.
Pozytywne buziole.Pa,pa

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz