Witajcie kochani.
Dziś powiodę was na białą salę,czyli do szpitalnej rzeczywistości ale nie bójcie się,nie zostaniecie tam sami.
Dostaniecie niezbędnik szpitalnika,czyli spray na szpitalne potworki i strachy na lachy oraz gaz rozweselający na wszelki wypadek,gdyby humor wam nie dopisywał.
A ze mną to było tak.
Jak już pisałam w wyniku nietrafionej diagnozy mój pobyt w szpitalu miał miejsce dwa razy.
Za pierwszym razem wyłuskano guza, natomiast drugi raz to była mastektomia.
No to po kolei.
Każdy pobyt w szpitalu to emocjonujące wydarzenie ale można zrobić wiele,aby nie kojarzył nam się traumatycznie..
Po pierwsze to pamiętajmy, że w takim miejscu, z uwagi na jego specyfikę, można zawrzeć wiele przyjaźni i to takich na długo.Tak właśnie było w moim wypadku.
Po drugie to czas kiedy bezkarnie można zająć się tym, co lubimy.W moim wypadku było to czytanie książek ale jest też wiele innych rzeczy,które można robić.
Po trzecie-no sami powiedzcie-gdzie jak nie w szpitalu można zażądać wszystkiego od ptasiego mleczka,po kolorowe gazetki i inne duperelki, nie narażając się na komentarze, a po co ci to lub to takie niezdrowe.
Każdy mój pobyt w szpitalu wspominam dość sympatycznie poza małymi incydencikami, z których po czasie mogę się już smiać.
Pamiętajcie moi mili do szpitala zabieramy;
Wygodne,kolorowe,ukochane piżamki-warto kupić nowe,żeby czuć się świeżo.Ja zaopatrzyłam się w pięć i udawałam strojnisię.A tak serio, to fajnie codziennie zmienić ubranko, gdy za oknem upał.
Ulubione ksiązki,gazetki i inne gadżety. Zabraniam wam nudzić się w szpitalu.Wtedy przychodzą koszmarne potworki i zaczynają straszyć:
No stary z tej narkozy już się nie wybudzisz albo no mój malutki wszystkie operację będą udane oprócz jednej,no zgadnij kochaniutki czyjej-brrrrrrrrrr.Zajęcie to lekarstwo na te straszaki.
Pisałam wam już,ze jestem osobą wierzącą więc ja zabrałam ze sobą jeszcze różaniec,modlitewniki i moich ukochanych Świętych Patronów. Do dziś nie wiem jak pomieściliśmy się w jednym łóżku hi,hi ale o znaczeniu wiary w chorobie będzie dłużej w innym wpisie.
Ulubiona herbatka czy kawka też będą bardzo potrzebne.Mianowicie-robimy sobie ulubiony napój,rozsiadamy się z książeczką i..........wchodzi pielęgniarka z zastrzykiem hi,hi.
No dobrze,już nie straszę.
A propos strachu.Jak go okiełznać przed zabiegiem.Ja zrobiłam to następująco,zadziałało za każdym razem.
Dwa dni przed zabiegiem pomyślałam sobie-mam jeszcze morze czasu do zabiegu-martwieniem zajmę się jak przyjdzie czas.Dzień przed zabiegiem, no jeszcze mnóstwo godzin ale na wszelki wypadek powierzyłam wszystko Bogu i oddaliłam stres postanawiając, że rano przed zabiegiem wystresuję się za wszystkie czasy.Rano trochę obleciał mnie strach ale dostałam niebieską tabletkę i miałyśmy z kobitkami ubaw,bo kazałam im zapamiętać jakie bzdury będę opowiadać.Mój chrześniak na przykład po tej tabletce udawał lwa, żeby odstraszyć lekarzy hi,hi.
Zasnęłam pod salą operacyjną i obudziłam się na swoim łóżku za pierwszym razem a na sali pooperacyjnej za drugim.Wszystko poszło jak należy i z wami też tak będzie, tylko nie wprowadzajcie swoich organizmów w traumę-odwdzięczą wam się szybkim wyzdrowieniem.Po zabiegu to już z górki.Byle jak najszybciej wstać z łóżeczka a potem odpoczywamy,czekając na wypisik.
A teraz historyjka z mojego szpitalnego życia wzięta,malutki dreszczowiec.
Strzeżcie się w szpitalu indian,jak to nazwała moja koleżanka siuksów.
Trafiłam na takiego podczas wyjmowania drenu.Sam zabieg jest bezbolesny tyle,że w moim wypadku było tak
Proszę wziąć głęboki oddech.......zasadził dziadek rzepkę w ogrodzie.........
Jeszcze raz oddech..........ciągną i ciągną wyciągnąć nie mogą....
No ja nie wiem co się dzieje- mówi lekarz-siuks-biedaczek jeden a pomocy z nikąd
I nagle Eureka,zasłona opadła
Oj,oj..... to jest zabezpieczone szwem, no nie zauważyłem. Cyk,obciął szew i dren,wyszedł bez zarzutu.
Wagarowicz jeden,Dzięki Ci Panie,że nie było go przy mojej operacji.A jak na zajęciach z zaszywania pacjenta też wagarował ...strach pomyśleć.
I to na tyle dzisiaj kochani.Pamiętajcie pobyt w szpitalu to tylko kilka dni,czytajcie,módlcie się,róbcie plany na przyszłość,zawierajcie nowe znajomości,piszcie wiersze,myślcie o ulubionych zajęciach,które będziecie robić po wyjściu ze szpitala a o zabiegu myślcie dopiero po niebieskiej tabletce.Dacie rade,pomóżcie swojemu organizmowi jak ukochanemu dziecku przejść przez to nowe doświadczenie.Okażcie sobie miłość i troskę a reszta powierzcie Bogu.Szybko zapomnicie o rzeczywistości szpitalnej i wrócicie do normalnego życia.
buziaki i do następnego wpisu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz